Aktualizacja: 8.12.2025

Jak mawiają najstarsi górale, w Internecie nic nie ginie. Zwłaszcza te rzeczy, które najpilniej próbujemy strzec przed światem. Wiedzą o tym również celebryci oraz globalne marki, ale od czasu do czasu, zupełnie na przekór naturze, ktoś z nich za pomocą próśb, gróźb i pozwów próbuje wymazać z Internetu niewygodne zdjęcia lub filmy. Stety-niestety, takie działania zazwyczaj przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego, rozdmuchując niewielką sprawę do rozmiarów grubej afery.

Czym dokładnie jest efekt Streisand i dlaczego określamy go nazwiskiem kobiety, o której śpiewał duet Duck Sauce? Zostań ze mną do końca, a zdradzę Ci wszystkie szczegóły!

Co to efekt Streisand?

Efekt Streisand to stosunkowo nowe zjawisko, które pojawiło się dopiero w czasach powszechnego dostępu do internetu. Dotyczy ono działań mających na celu całkowite usunięcie materiałów niewygodnych dla danej osoby lub marki. „Poszkodowany” korzysta najczęściej ze środków prawnych, aby zobligować osoby rozpowszechniające szkodliwe materiały do ich usunięcia.

Jednak cenzurowanie Internetu jest praktycznie niemożliwe, ponieważ z sieci korzystają obecnie miliardy użytkowników, a wśród nich zawsze znajdzie się taki, który zapisał sobie dany plik na prywatnym dysku i może wrzucić go ponownie. Dodatkowo, zamieszanie towarzyszące cenzurowaniu Internetu ma potencjał viralowy i po wypłynięciu sprawy do mainstreamu, inni użytkownicy przekazują sobie niewygodny materiał za pomocą kanałów społecznościowych i stron internetowych.

Co to ma wspólnego z Barbrą Streisand?

W 2003 roku Barbra Streisand, jedna z najsłynniejszych artystek wszech czasów, pozwała portal Pictopia.com oraz fotografa Kennetha Adelmana na 50 milionów dolarów za naruszenie prywatności. Co prawda pan Adelman sfotografował posiadłość pani Streisand z lotu ptaka, pokazując jak na dłoni drogi dojazdowe do ukrytego pośród natury miejsca, ale:

  • Adelman nie był paparazzi,
  • dom Streisand był tłem dla erodującego wybrzeża Kalifornii.

Zdjęcie domu bogatej gwiazdy okazało się być jedną z 12 000 fotografii zrobionych dla badaczy w ramach projektu California Coastal Records. Nie zostało nawet opisane jako dom pani Streisand, a przed rozdmuchaniem sprawy w mediach zostało pobrane z bazy zaledwie 6 razy (z czego dwukrotnie przez prawników Streisand). W ciągu miesiąca od wytoczenia fotografowi pozwu, stronę odwiedziło aż 420 000 osób. Czy to się opłacało?

Zdecydowanie nie, ponieważ sąd odrzucił pozew ze względu na naukowy wymiar wykonanej fotografii, a Barbra Streisand dostała rachunek w wysokości 177 tysięcy dolarów na pokrycie kosztów sądowych.

Nazwisko Streisand w kontekście cenzurowania Internetu padło dwa lata później z ust (lub spod palców) Mike’a Masnicka z bloga Techdirt, który opisywał, jak pewien znany hotel domagał się usunięcia swojej nazwy ze strony dokumentującej… pisuary.

efekt Streisand

Efekt Streisand – 6 jaskrawych przykładów

Czy porażka Barbry Streisand w sądzie nauczyła czegoś znane osoby i marki z całego świata? Otóż nie. Na dowód mam dla Ciebie 5 ciekawych przykładów, jak to znani i (być może) lubiani próbowali wygumkować nieprzyjemne dla siebie materiały z sieci.

1. Beyonce i zdjęcie z Super Bowl

Instagram przyzwyczaił nas do kreowania wyidealizowanego wizerunku przez aktorów, piosenkarzy, a nawet sąsiadki z bloku obok. Co jednak, gdy mimo usilnych starań ktoś wrzuci do sieci zdjęcie, na którym dana osoba nie wygląda korzystnie? To przydarzyło się Beyonce, która w 2013 roku dała pasjonujący i ognisty występ w przerwie Super Bowl. Wprawni fotoreporterzy uchwycili liczne pozy Bey, na których bynajmniej nie wyglądała na zmysłową i zrelaksowaną.

Specjaliści od wizerunku Queen B starali się wpłynąć na twórców i media, aby nieprzychylne zdjęcia zniknęły z sieci, ale skoro do dzisiaj możemy oglądać galerie memów nawiązujących do słynnego Halftime Show z 2013 roku, chyba nie poszło im najlepiej.


To nie Bey, ale nie chcę pozwu z USA.

2. Kamil Durczok i stół w studio

Zmarły w 2021 roku Kamil Durczok był jednym z najbardziej wyrazistych polskich dziennikarzy. I to nie tylko za sprawą rozmów przeprowadzanych na antenie. Jeden z ciekawszych momentów w historii dziennikarstwa wydarzył się przed wydaniem „Faktów TVN” w 2009 roku. Na tym filmiku nagranym za kulisami widzimy, jak dziennikarz wzywa tajemniczego Rurka i referuje mu na temat czystości w telewizyjnym studio. Szczególne uwagi przekazuje na temat stołu, który od kilku dni nie był idealnie czysty.

Nagranie błyskawicznie obiegło YouTube, a stacja TVN próbowała usuwać kolejne kopie słynnego filmiku z portalu. Oberwało się również Maciejowi Budzichowi z bloga Mediafun, który dostał pismo wzywające do zaprzestania rozpowszechniania nagrania. Być może, gdyby nie nerwowa reakcja TVN, sprawa nie zyskałaby takiego rozgłosu, a głośne „Rurku!” nie byłoby słyszane na każdym szkolnym korytarzu w pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych.


Sprawca zamieszania nie był tak wyluzowany, jak pan na tej grafice

3. Londyńscy taksówkarze kontra Uber

Od momentu pojawienia się tanich rozwiązań, takich jak Uber, tradycyjni taksówkarze nie radzą sobie najlepiej z chuchającą im w kark konkurencją. Dlatego w 2014 roku londyńscy taksówkarze wpadli na genialny pomysł zaprotestowania przeciwko zdobywającej popularność alternatywie. Jaki efekt przyniosło „gnębienie” Ubera? Wzrost pobrań aplikacji o 859% względem poprzedniego tygodnia i największą liczbę nowych użytkowników od premiery usługi w 2012 roku.


Być może nie byli tak ubrani, ale mogli czytać podobne gazety

4. Zmysłowe zdjęcia Jennifer Lawrence

Pikantne ujęcia gwiazd czasami wpadają do sieci „przypadkiem”, a innym razem trafiają tam na skutek działań hakerów. Tak było w przypadku ogromnego wycieku nagich zdjęć celebrytów, wśród których znalazły się fotki Jennifer Lawrence. Aktorka postanowiła wysłać swoich prawników do Google i wymusić na właścicielach wyszukiwarki trwałe usunięcie zdjęć z Internetu.

Jak możemy się domyślić, choć Google robiło co mogło i konsekwentnie usuwało kolejne kopie, afera wokół aktorki zrobiła się na tyle duża, że internauci nie pozwalali zdjęciom spaść w otchłanie Internetu, masowo je udostępniając.


Spotkania Jen z prawnikami mogły tak wyglądać

5. Kreatywny marketingowiec kontra market z owadem w logo

Przez ten akapit naprawdę nie chcę dostać pozwu, dlatego skorzystam z metafor i niedomówień. Nie dalej jak 11 czerwca Jakub Biel, znany z wymykania się marketingowym szablonom, opublikował drugą część serii, w której zamienia oficjalne slogany reklamowe znanych marek na cytaty wyjęte z ust lub myśli przeciętnego klienta. Pierwsza seria przyjęła się zaskakująco dobrze wśród głównych zainteresowanych, ale nie zyskała takiego rozgłosu jak druga odsłona.

Właśnie tego dnia ogólnopolska sieć sklepów z owadem w logo uznała, że „tak nie wolno, pobite gary” i wysłała do autora oficjalne pismo z żądaniem usunięcia grafiki. Jakub zastosował się do polecenia, ale nie miał zamiaru trzymać tej informacji w tajemnicy. Dlatego 14 czerwca opublikował film, w której odniósł się do reakcji sieci sklepów z owadem w logo, tym samym wpychając markę w objęcia Barbry efektu Streisand. Drama błyskawicznie obiegła większe i mniejsze portale internetowe, a internauci masowo rozpowszechniali usuniętą grafikę we wszystkich możliwych portalach społecznościowych.

Jakub Biel i biedronka - efekt Streisand
Ktoś tu leci z pozwem…

6. Dziennikarka i niechlubne rodzinne historie

Dorota Wysocka-Schnepf, dziennikarka TVP w likwidacji, toczy otwarte starcie z twarzami Kanału Zero, czyli Robertem Mazurkiem i Krzysztofem Stanowskim. Ci dwaj panowie (a szczególnie drugi z nich) wyciągnęli na światło dzienne mroczną przeszłość jej teścia i regularnie podśmiechują się z samej dziennikarki i jej stronniczości względem jednego z obozów politycznych. Pani Dorota próbuje zdusić zataczające coraz szersze kręgi insynuacje (zarówno te historyczne, jak i dotyczące teraźniejszości), rewanżując się pozwami i przytykami w mediach społecznościowych.

Niestety, jak to często bywa, próba uciszania niepokornych dziennikarzy za każdym razem rozdmuchuje temat ponownie. I choć zgodnie z postanowieniem sądu pracownicy Kanału Zero nie mogą stosować określonych epitetów na temat Doroty Wysockiej-Schnepf, w internecie pojawiło się mnóstwo memów opierających się na niedopowiedzeniach, rebusach i zgadywankach.

Praca w mediach jest bardzo stresująca…

Mam nadzieję, że rozumiesz już, czym jest efekt Streisand i czego nie należy robić, aby nie doświadczyć go na własnej skórze. A ja idę wyglądać pozwu, do zobaczenia!


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *